Wczoraj Ponury dotarł do willi spocony, lekko przewiany i z nogami odmawiającymi współpracy i stanowczo odmówił współpracy ze światem, waląc się w łóżko jak kłoda. O zwykłej porannej porze budzik niezawodnie podnósł alarm, który równie skutecznie podniósł Ponurego. - Coś bym jeszcze pospał... - wysapał Ponury w stronę biurka, które jak łatwo przewidzieć, nie raczyło odpowiedzieć. - No dobra, kawa, prysznic i jakoś damy radę - monologował Ponury, odzyskując kontrolę nad kończynami i głową, która w jakiś niewytłumaczalny sposób ciągnęła w stronę poduszki. Ponury zrobił sobie kawy, osuszył duszkiem pól kubka i polazł spłukać z siebie pył szos, pot i resztki snu (z tym Ponuremu akurat nie wyszło, jak zawsze). Nieco przytomniejszy przyodział się w swoim ulubionym stylu czyli bojówki + jakaś-metalowa-koszulka-lub-nna-byle-czarna i wraz z Kojotem udał się do pracy. Im byli bliżej, tym nastrój Ponurego się pogarszał - każda upływająca minuta przybliżała go do Jazdy-Powrotnej-Na-Kojocie. I Ponuremu bynajmniej nie chodziło o dwa Bardzo-Długie-I-Dość-Strome-Podjazdy. Znakomita większość drogi powrotneh wiodła nie wśród pól i łąk ale po drogach dla pojazdów czterokołowych, po drogach O-Dużym-Natężeniu-Ruchu i całkowitym braku pobocza. Ponury ma współczynnik inteligencji niezbyt imponujący, w Mensie mógłby ewentualanie za portiera robić, lecz nie potrzeba wielkiej bystrości by zrozumieć, że jeden fałszywy ruch kierownicą i Ponury z rowerzysty stanie się Ofiarą-Wypadku. z możliwym skutkiem bo limity prędkości na tych drogach to 100 kilometrów/60 mil na godzinę. Takie rozmyślania starły z paszczy Ponurego resztki zadowolenia i do pracy dotarł (na Kojocie) z paszczą równie ponura jak jego miano. Podczas dotleniania Nowa-Koleżanka zapytała mile, dlaczego Ponury jest taki hmm.. ponury? Zasadniczo Ponuremu nie chciało się na ten temat rozmawiać, wizja stawania się Ofiarą-Wypadku dośc moocno trzymała się jego jaźni, więc poniekąd wbrew sobie streścił kilka mocniejszych momentów. - A nie możesz wrócić pociągiem? - spytała rozsądnie. - Portfela nie wziąłem, zresztą przeciąg w nim i wilki wyją, po co nosić... - wymamrotał Ponury. - Coś wymyślimy, nic się nie martw - powiedziała ciepło i pocieszająco, ze swoim wzbudzającym w Ponurym lekki niepokój uśmiechem na ustach Nowa-Koleżanka. Jako, że nadzedł już ten czas by zająć się pracą, Ponury ze zwykłym zapałem sprawdzał i poprawiał jakośc lutów na płytkach drukowanych, wyjątkowo partacząć robotę i poprawiając po sobie wielokrotnie i nawet nie zorientował się, gdy nadeszła pora przerwy-obiadowej/lunchu. Właśnie miał podnieść swoje zacne cztery litery z krzesła, gdy poczuł wsuwającą się w kieszeń fartucha (kieszeń przednia, lokalizacja: wątła klatka piersiowa Ponurego, strona prawa) rękę Nowej-Koleżanki. - Masz, wróć sobie bez ryzyka. Fajna masz klatę - wymróczała Ponuremu do ucha. - Nawet nie wiesz, jak bardzo Ci dziękuję - z wyrazem szczerej wdzięczności powiedział Ponury, puszczając mimo uszu ten fragment o fajności klaty. - Oddam Ci to jutro, obiecuję! - zakończył mocnym akcentem. - Oddasz, na pewno oddasz. W jaki sposób to zobaczymy jutro. Jesteśmy umówieni na herbatkę, prawda? A ten pokój, o którym wspominałam i który chcesz obejrzeć (Ponury faktycznie rozgląda sie za apartamentem dla siebie w Większym-Mieście), jest tuż obok mojego - odpowiedział Nowa-Koleżanka z wieloznacznym uśmiechem i niepokojącym błyskiem w oku. Jeśli Ponury niczego nie opublikuje w przeciagu najbliższych siedmiu dni, będzie to oznaczało, iz oddawanie go przerosło i nie podołał. I pewnie lezy gdzieś ze wstydu zakopany. W pierwszym dniu wiosny na prowadzenie wyszła Nowa-Koleżanka z wynikiem 2:1 na niekorzyść Ponurego. I coś Ponuremu mówi, że doprowadzenie do remisu bedzie wymagało sporo wysilku z jego strony, tylko jeszcze nie wie, jakiej natury.
Zainspirowany przez Wszechwiedzącą Ponury postanowił zafundować sobie całkowitą zmianę sposobu odżywiania na - bagatela- 30 dni. Przez ten okres czasu Ponury maiał przyjmować tylko plyny w postaci soków wszelakich, takich wyciaskanych w zaciszu własnego labolatorium... znaczy w kuchni. Z warzyw/jarzyn i owoców. Wszechwiedzącej takie szaleństwo służy, bo w przeciwieństwie do Ponurego czy Filigranowej zawsze wygląda kwitnąco. Ponury kwitąco wygląda na zdjęciach, ale tylko po intensywnych zabiegach retuszu, wykonanych przez profesjonalnego grafika o mocnych nerwach. Uzbrojony w pewien zapas wiedzy, magiczną Księgę-Eliksirów-Młodości w telefonie i Specjalistyczną-Wyciskarkę-Do-Soków - która w przeciwieństwie do sokowirówki wyciska dokładnie i więcej - wyproszoną od jednej Znajomej-Zawsze-Na-Diecie, we wczesnych godzinach porannych Ponury przygotwał Miksturę-Nadobnego-Wyglądu, wypił zgodnie z instrukcjami i udał się do pracy. Już w trakcie jazdy nieśmiłe sygnały z okolic trzewii Ponurego po...
Komentarze
Prześlij komentarz